Beata Ewa Białecka
Artluk 2(12)/2009

Autokomentarz

Czuję się malarzem. Moje najwcześniejsze doświadczenia ze sztuką są ściśle związane z malarstwem. Maluję w sposób tradycyjny farbami olejnymi na płótnie. Inspiracje czerpię z wszechobecnej ikonografii chrześcijańskiej, nieco ją upraszczam i feminizuję. Pracę poprzedzam kilkoma drobnymi szkicami choć często, by nie wytracać emocji, rysuję bezpośrednio na płótnie. Potem maluję, zwykle długo i z premedytacją. Najczęściej kiedy obraz jest już gotowy wiem jak go namalować. Wtedy maluję następny by z tej wiedzy skorzystać. To rodzaj energii ciągłej, ostatni obraz implikuje powstanie następnego. Itd...
Przez wiele lat malowałam abstrakcyjnie co oznacza, że nazbyt zaufałam instynktowi. Najważniejszy był emocjonalny przekaz budowany kolorem. Dziś nie oglądam się wstecz by nie zamienić się w słup soli. Po latach kolorystycznego rozpasania moja paleta jest chłodna, dychromatyczna, sucha. Unikam barw by podkreślić jakość myśli.
Album to biała lub bielona tablica, na której w starożytnym Rzymie zapisywano istotne informacje. To jednocześnie tytuł ekspozycji w Galerii "Wozownia" w Toruniu, na której po raz pierwszy pojawiły się obrazy-albinosy, jak je roboczo nazywam. Przez lata odczuwałam wielki lęk przed pustką bieli i studnią czerni i nagle przestały być tajemnicą. Monochromatyczne malarstwo jest jak czarno-biała fotografia czy stare kino, które pozbawione barw funkcjonują w innej nierzeczywistej przestrzeni. Im malarstwo jest mniej mimetyczne tym bardziej staje się wyraziste i sugestywne. Dzięki zwięzłej formie i zgrzebnej kolorystyce obraz wymyka się rzeczywistości, wybija się na samodzielność. Ten rodzaj obrazowania uwalnia formę od zbędnego kontekstu. Nie pozostawiam też, jak sądzę, wiele przestrzeni dla interpretacji, planuję sensy obrazu zanim rozpocznę pracę.
Gdybym miała wybrać ulubioną epokę byłby to wczesny renesans. Lubię kiedy forma jest czytelna, rysunek widoczny, wypełniony cielistą masą ale bez zbędnej egzaltacji widocznej w baroku. Dążę do wyrafinowanego warsztatu.
Przez introdukcję elementów zewnętrznych, jak chociażby język mediów czy slogany reklamowe, staram się być jak najbardziej adekwatna do czasów sobie współczesnych. Wspieram sens obrazu banderolami wypełnionymi tekstem. Główną bohaterką obrazów jest kobieta. Zwykle upodabniam do kobiet postaci, które w ikonografii są mężczyznami. Ikonę męską zamieniam w żeńską. Na bazie takich skojarzeń powstają kolejne inspiracje. Ostatni obraz to "Chrzest" umieszczony pod prysznicem. To rodzaj drzewa (nowego) życia, ramiona dziewczynki są uniesione do góry, na barkach stoją dwie bliźniacze postaci, obarczając nimi ramiona, sugeruję niejasne wybory. Na ciele chrzczonej pozostały krople budzące silną asocjację do kropli krwi na ciele Chrystusa, przedstawienie którym tak bardzo upajał się gotyk. Natomiast "Marta kuracjuszka" zapowiada nową sferę poszukiwań psychosomatycznych, dotyczących uzdrawiania, odczyniania, zaklinania, uzupełniających problem ciała o problem duszy.